Michał - po pierwsze primo

dołączam się do próśb o inboxa.
Po drugie secundo, mam akurat na warsztacie srokatego konika, i jak go skończę, to napiszę sbsa. Na razie tylko parę słów wstępu.
Tego linka pewnie znasz:
http://www.konskiemasci.cba.pl/wzory.html#srokataPomijając całą tę malowniczą teorię, typu czym się różni tobiano od overo itd., łaty na srokaczach nigdy nie są ułożone chaotycznie. Mają swoją wewnętrzną logikę, i zaburzenie tej logiki (malowanie "z głowy") może się skończyć koniem wyglądającym niewiarygodnie. Niby wszystko będzie OK, a całość jakaś taka... eee
Proponowałabym zatem, żebyś zaczął malowanie od znalezienia dobrych zdjęć konkretnego srokatego konia, najlepiej z obu boków i zblizenie łba. Jeśli masz gdzieś w pobliżu stadninę, idź, może wypatrzysz srokacza. Albo wyszukaj w sieci, koniarze często zamieszczają na swoich stronach portrety ukochanych koni.
Ja srokacze maluję od koloru ciemniejszego, czyli najpierw cały kasztan (ten na zdjęciu oficera ma plamy kasztanowate). Kolor bazowy, zgrubne cieniowanie i rozjaśnianie mięśni. POtem jaśniutką różową farbą (coś około Pale Flesh Vallejo) wyznaczam pędzlem białe plamy. Potem cieniowanie i rozjaśnianie laserunkiem białych plam, potem "zespalanie" dwukolorowych plam w jedną końską sierść.
Na koniec cieniutkim pędzelkiem trzeba namalować krawędzie plam. Koń ma sierść krótką, o wyraźnie widocznym kierunku układania się. I zgodnie z tym kierunkiem trzeba namalować poszczególne włoski. Coś podobnego, zachodzenie krawędzi jednej plamy na drugą, możesz zaobserwować u krótkowłosych psów.
Potem grzywa i ogon, ale to też nie na czuja, tylko ze zdjecia.
Tu masz ładnego gniadego srokacza:
http://dewi.zperonowki.com/horsepostcards/albums/album224/Verlagsgruppe_Weltbild_Srokacz_wygl_daj_cy_ze_stajni_VP.jpgNa razie tyle wstępu
