Walczę, walczę!
Może po weekendzie będzie gotowy, jak oczywiście najdzie mnie natchnienie co do wykończenia podstawki.
A wczoraj zachciało mi się, psianoga, żabkę lepić... żabkę zieloną...
No to sbs żabki. Najpierw materiał referencyjny:

Użyłam jakiejś masy dwuskładnikowej, bodajże Tamiyi. Victorius będzie znał nazwę, bo od niego ją dostałam.

Bryłkę uformowałam w kształt żabiego ciałka. Żaba albowiem składa się z kadłubka, trójpalczastych łapek i wyłupiastych oczków.

Wygniotłam zarysy żabich udek i kształt łebka z szyjką:

Usteczka i oczki (oczodoły znaczy):

Pęsetą wyrównałam żabie ciałko wzdłuż kręgosłupa, odcisnęłam pyszczek i czółko.

Czas na łapki. Najpierw dwa balaski z masy...

... doczepione mniej wiecej tam, gdzie żaba ma staw barkowy (albo jego żabi odpowiednik).
Żaba-nielot kiwi? Chwilowo tak... Pomyślałam, że tak łatwiej będzie wygiąć żabce łapki w łokciach.

I wygięłam...

Paluszki - po trzy na kazdej łapce - wycięłam zwyczajnym nożykiem modelarskim. I rozsunęłam paluszki na boki.

Analogicznie łapki tylne. Tylko golenie ma żaba ciut grubsze i tak śmiesznie poskładane, na rysunku referencyjnym to nieźle widać.

Żaba posiada również garbek na plecach. Dorobiłam z kłębuszka masy.

A teraz głowa do góry - w moich zamierzeniach żaba ma patrzeć mniej więcej na konia.
Z resztek masy ponaddawałam żabie boczki (brzuszek), wyrównałam łapki, itd. Nie gladziłam żaby, w końcu żabia skóra jest cokolwiek chropawa.

I portret żaby:


Zapomniałam napisać wcześniej: w tej skali żaba nie powinna być większa niż 5-6 mm. Mnie wyszło 8. Duża żaba. Trudno.

Całość zajęła mniej więcej 30 minut lepienia.
Uzyte narzędzia:

Współudział - kotka Glajda, która cały czas mruczała mi na kolanach:

Wstępna lokalizacja żaby wzgledem huzara:


Dzisiaj żabę wstępnie pomalowałam - do korekty jest jeszcze brzuszek, usteczka i wycieniowanie całości - zrobiłam wyłupiaste oczki (w oczodoły zapuściłam kropelkę żółtej farby, potem kropelkę lakieru bezbarwnego, namalowałam czarną poziomą kreskę źrenicy, i na to kolejne dwie kropelki lakieru błyszczącego), a na koniec umocowałam na podstawce.
Huzarowi zamontowałam obie pary wodzów i uwiąz. Wodze munsztukowe normalne, z czerwonej skóry, za to przy wędzidłowych pozwoliłam sobie na lekką ekstrawagancję. Na rysunkach widać, że huzarzy dość często, zwłaszcza pewnie w okolicznosciach paradno-defiladowych, wodze wędzidłowe luźno puszczają na koński kark, powodując koniem tylko za pomocą krótko zebranych munsztukowych. Nie wiem, dlaczego tak było. Wiem, że munsztuk uciska konia w język i sprawia mu większy ból niż wędzidło, że koń jest na munsztuk bardzo wrażliwy. Może chodziło o wytworzenie efektu nerwowo pląsającego rumaka, przy jednoczesnym nieco nonszalanckim trzymaniu wodzów jedną ręką. Nie wiem, to tylko moja hipoteza, nigdy nie jeździłam na koniu okiełznanym uzdą munsztukową.
Tak czy owak, wodze wędzidłowe, skoro i tak luźno leżą na końskim karku (tu konkretnie chowają się pod stelażem siodła), można na czas parady zrobić z delikatniejszego materiału. Figurka ma wędzidłowe pomalowane, jakby były haftowane. Srednio mi się to spodobało. Popatrzyłam na obrazki, wzięłam cienką nitkę i splotłam ok. pół metra warkoczyka. Starczyło i na wodze, i na uwiąz.





Na dzisiaj tyle
