Rozdłubałam wczoraj kolejnego stworka...
Figurka - znany i szanowany Archeon firmy JMD. Odkąd ją zobaczyłam, wiedziałam, że głowa mi się nie podoba. Gdy wpadła mi w ręce, upewniłam się: głowa do wymiany. Tzn. sama rzeźba jest cudna, ale wyraz twarzy z lekka, delikatnie mówiąc, nieobecny. Po prawdzie, z tym abstrakcyjnym uśmieszkiem pan Archeon wygląda albo na autystyka, albo na chorego na Alzheimera, albo na przyćpanego.
Wczoraj wieczorem zebrało mi się na łupanie kamieni... dostałam kiedyś w prezencie dość twardy, lekki, porowaty kawałek skały z Chorwacji. Idealny na podstawkę, tylko trzeba było odłupać jeden koniec, aby kamień ustawić na płaskim. Odłupałam. Ustawiłam. Odłupane kawałeczki dokleiłam po bokach. Pomiędzy wpasowałam oryginalną "podłogę" od Archeona - z elementu, o ktory figurka się wspiera, będę musiała zrezygnować; nic to, wykorzystam gdzie indziej. Samego Archeona też będzie trzeba wpasować w scenerię, żeby opierał się butem o skałkę, a nie o dziurę, i żeby całość nie rozłaziła się kompozycyjnie między pionami.
Między skałką a "podłogą" widzę jeszcze oczyma duszy pokręcone, przyschnięte drzewko, taką jakby bardzo starą winorośl wczepioną w kamień.
Łeb Archeonowi wymieniłam na inny JMD-owski.
Fioletowe coś nad głową figurki to jakiś półszlachetny kamyk, pochodzący dla odmiany z Gór Skalistych. Wkleję go w jedną z dziur w skałce i pobawię się trochę z kolorowaniem skałki wokół. Archeona zamierzam utrzymać w podobnych, fioletowo-brązowych tonacjach, ale z przewagą szarości.
Jeszcze coś mi się po łepetynie plącze, ale muszę w domu zrobić studium wykonalności pomysłu.
No i będę Was, tradycyjnie, zadręczać raportami...


