Dzięki dobroci Piotrka Czyża wpadł mi był pod pędzel ten oto osobnik. Wedle samego Autora jest to jakiś normański wojownik, ale ja nie byłabym sobą, gdybym nie wynalazła dla niego konkretnego imienia...
Figurka jest przesympatycznie wyrzeźbiona, ma charakterystyczną, niepowtarzalną twarz, czyli to, co lubię najbardziej. Ma też perkaty nos, który tak mi się spodobał, że zrezygnowałam z zamocowania na hełmie nosala, byle chłopu urody nie zasłaniać. Piotrek bardzo ciekawie też rozwiązał problem "przecięcia" tarczy - w tym miejscu widać "połamane" deski i "ponadrywane" poszycie. Ogólnie, popiersie jest po prostu fajne i świetnie mi się je malowało.
Tyle o figurce, teraz parę słów o człowieku.
Wynalazłam go w arcypożytecznej książce Mikołaja Gładysza, "Zapomniani krzyżowcy. Polska wobec ruchu krucjatowego w XII-XIII wieku", Warszawa 2004. Wielisław Jerozolimczyk - Velizlaus ierosolimitanus - w źródłach pojawia się raz jeden jedyny: na dokumencie wystawionym 12 kwietnia 1189 w Opatowie dla kapituły krakowskiej jest jednym ze świadków tej donacji, zapisanym na jedenastym miejscu. Próbowano go identyfikować z templariuszem z domniemanego opatowskiego konwentu, joannitą z konwentu zagojskiego czy bożogrobcem. Hipotezy to dość karkołomne i zupełnie niemożliwe do udowodnienia. Najbardziej prawdopodobna wydaje się ta, w myśl której Wielisław był świeckim rycerzem, być może wywodzącym się z kręgów możnowładczych, ale już niekoniecznie ze ścisłej dworskiej elity. Przydomek "Jerozolimski" otrzymał jako sui generis tytuł honorowy, wskazujący na odbycie przezeń pielgrzymki do Jerozolimy.
Nie bardzo też wiadomo, kiedy by ta pielgrzymka się odbyła. Teoretycznie można dopatrywać się w Wielisławie weterana wcześniejszej o 30 lat wyprawy Jaksy z Miechowa, ale bardziej prawdopodobne jest, że jego podróż do Jerozolimy miała miejsce krótko przed 1189 rokiem, możliwe że jako odzew na papieski apel o pomoc dla Jerozolimy po klęsce pod Hattin.
Posiadając tak mało danych o Wielisławie pozwoliłam sobie na dużą dowolność interpretacyjną. Jak na weterana przystało, ma on brudną, podartą odzież, pordzewiały hełm, poharataną tarczę, brudną, skołtunioną brodę i bielmo na lewym oku. Wzór na tarczy - oczywiście symbolizujący krzyżowca biały krzyż, zaś na obwodzie polsko-słowiańskie wywijasy. O heraldyce sensu stricto w tym czasie oczywiście nie może być jeszcze mowy, stąd nie miałoby sensu rysowanie jakichkolwiek figur heraldycznych...
Raz jeszcze WIELKIE dzięki dla Piotrka Czyża za wspaniałą figurkę...
http://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2387.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2386.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2385.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2384.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2383.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2381.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2380.jpghttp://i2.photobucket.com/albums/y41/viltianus/DSCN2379.jpg