Ponieważ uwielbiam malować koniki, więc... zmalowałam kolejnego

Nazwałam go "ciemny kasztan palomino", choć fachowcy pewnie znają właściwszą nazwę. Wzorowałam się na tym oto obrazku:

natomiast obiektem moich malarskich zabiegów stał się koń Kozaka rosyjskiej gwardii firmy Andrea (Borodino 1812). Producent na stronie firmowej pokazuje go pomalowanego jako siwka, ale mnie się ten wariant zwyczajnie nie spodobał, i postanowiłam po swojemu.
Zaczęłam jak zwykle od białego podkładu. Ponieważ konik na wzorniku ma mocno czerwonawy odcień sierści, więc jako koloru bazowego użyłam Vallejo 814 Burnt Cad. Red, a na to Chestnut Ink Cytadeli - oczywiście nieco rozcieńczonego i oczywiście z płynem do naczyń. O technice, którą stosuję, pisałam już w poprzednich konikowych sbsach, więc tym razem ograniczę się w zasadzie do podania zestawu kolorów.
Ponieważ pęciny zamierzałam zrobić "w skarpetkach", więc na te części nóg nie nakładałam na razie farby, zostawiłam tylko podkład.

Po wyschnięciu tuszu (na zdjęciu jest świeżutki, jeszcze mokry) za pomocą techniki suchego pędzla "odzyskałam" kolor bazowy - znowu Vallejo 814 Burnt Cad. Red.

Kolejne etapy to suchopędzlowanie następującą sekwencją kolorów:
Citadel Dark Flesh - Citadel Vermin Brown - Vallejo 42 Parasite Brown - czysty retarder.
Czysty retarder został użyty po to, by ostatecznie "wymuskać" sierść konika i nadać mu taki ładny, zdrowy połysk, jaki można zobaczyć na dobrze odczyszczonych i zadbanych wierzchowcach.

Ogon i grzywa są żółtawe, a więc najpierw Vallejo 39 Plague Brown jako kolor bazowy

na to wash z rozcieńczonego czarnego tuszu

i zaczynamy coraz delikatniejsze suchopędzlowanie:
Citadel Bubonic Brown...

...Pactra A104 Dunkelgelb 1943, Citadel Desert Yellow...

... Citadel Kommando Khaki, Citadel Bleached Bone, Yellow Ink, Pactra A118 US Gulf Armor Sand, i na sam koniec matowy lakier Model Mastera.

Główne partie konika gotowe, można się zabrać za pysk.
Konikową mordkę w okolicach oczodołów i chrapów najpierw kilka razy zaprawiłam rzadkim czarnym tuszem - lepiej to robić w kilku etapach, żeby cienie nie były zbyt czarne.

Na to delikatne suchopędzlowanie z użyciem sporej ilości retardera za pomocą Pactry A76, a na koniec bardzo delikatnie Citadel Codex Grey.

Gdzieś po drodze namalowałam strzałkę na końskim łbie, posługując się techniką "pacnięć" (chodziło o uzyskanie lekko nierównych krawędzi białej plamki), przy użyciu starego, cokolwiek rozciapanego pędzla.
W tak zwanym międzyczasie zaczęłam malować czaprak, siodło i uprząż.


Uprząż w przypadku tego konika to czarna Cytadelka, potem nieco rozrzedzony Brown Ink, a na koniec bardzo delikatne przetarcie całości Citadel Scorched Brown.
Oczy i nozdrza: tęczówki Citadel Scorched Brown, źrenice Citadel Midnight Blue. W nozdrza zapuściłam Red Ink zmieszany z Brown Ink.

Następnie trzeba było zaznaczyć choć odrobinę białek w oczach, wpuścić Red Ink w - jak ja to nazywam - homeopatycznym stężeniu, by zamarkować leciutkie przekrwienie oczu, mieszanką czarnej farby i Pactry A76 podmalować nieco zatarte powieki, i wpuścić w każde oko po kropelce błyszczącego lakieru.


Pęciny malowałam tak: najpierw części nóg, na których był dotąd tylko podkład, pomalowałam Citadel Bleached Bone, na to rozcieńczony czarny wash, suchopędzlowanie Citadel Elf Grey i ostateczny szlif Citadel Skull White. Białą farbę nakładałam częściowo techniką suchego pędzla, częściowo laserunkiem.
Kopytka najpierw pomalowałam (trochę niestarannie, jak by się mogło wydawać) Citadel Graveyard Earth, aby uzyskać "smugi" na tworzącym kopyta rogu. Gdy wyschło, także nierówno zapuściłam rzadki czarnobrązowy wash. Zauważcie, że stworzenie nie ma podków - otóż konie w tamtych czasach (nie tylko w armii rosyjskiej...) nierzadko chodziły "na bosaka", co zresztą przyczyniało się do zwiększonych strat. Niepodkute konie częściej łamały nogi, miały problemy z utrzymaniem się na śliskim terenie, itd.
W zagłębienia kopyt wpuściłam nieco więcej czarnego washa, plus trochę rozrzedzonej farby Citadel Graveyeard Earth, aby uzyskać efekt brudnych kopyt.

Kolejne etapy malowania czapraka...

...i wreszcie można posadzić pasażera!

Pozostało już tylko wykończenie, czyli doklejenie munsztuka, dorobienie wodzów (z paska papieru), ułożenie ich na mokro na końskiej szyi, bardzo delikatne przetarcie nóg suchymi pastelami (odrobina kurzu na kopytkach)... - i można umieścić zwierzątko na podstawce.
Przeciwnikiem mojego Kozaka gwardii jest francuski saper (średniej) gwardii, a całość dzieje się pod Borodino, czyli początek września 1812 roku.
Całości nadałam roboczy tytuł "A chodź no do mnie, kozaczku..."



