Miałam przez ostatnie dni nieco kłopotów z komputerem, dlatego dopiero dzisiaj mogę dokończyć relację.
Przyszedł czas na zmierzenie się z podstawką. Postanowiłam w miarę wiernie odwzorować "klimacik" z rysunku z Ospreya, przedstawiającego dwóch legionistów w Libanie, rok 80, stojących obok "barykady" z worków i beczki. Spodobało mi się, że rysownik namalował barykadę w bardzo jasnych szarościach, taką zlekka nierzeczywistą. Wiem, że nie jest to prawdziwy kolor ani worków, ani beczki, że to taka maniera rysownika, że barykada zostala na tym rysunku jedynie zasygnalizowana jako tło - niemniej spodobało mi się i tak postanowiłam zrobić.
Wyciągnęłam najpierw z magazynku jakiś stary postumencik od figurki w skali 1/16 (Miniarta). Zrobiłam dalsze wykopki w poszukiwaniu beczki, worków i innych klamotów. Oto, co znalazłam:

Worków miałam więcej, tu na zdjęciu jedynie reprezentanci.
Poukładałam klamoty na podstawce, no i natychmiast okazało się, że ani koła, ani skrzynki nie wykorzystam. Odlepiłam legionistów od zakrętek. Z glinki modelarskiej wylepiłam coś na kształt podłoża, i póki nie zaschła, wstępnie ulokowałam chłopców na podstawce, robiąc odciski butów.




A teraz robimy śmietnik...



...czyli trochę ceglanego gruzu, trochę piaseczku - wszystko przyklejone na wikol.
Potem gruntowanie, rzadką czarną polską farbką akrylową.

I kolejne etapy wstępnego malowania:

Suchopędzlowanie całości podstawki - na zdjęciu sekwencja farb, których użyłam:

I uzyskany efekt:

Całość, jak widać, już w tym momencie jest wystarczająco jasna.
Wracamy do żołnierzy. Po odklejeniu od zakrętek zostały brzydkie ślady na podeszwach butów, wciskanie ich w glinkę też swoje zrobiło...

Oczyściłam zatem podeszwy i pomalowałam na czarno.

Przyczepiłam chłopców do podstawki, wstawiając ich w zrobione uprzednio odciski w glince:



Widać, że gunnerowi brzydko odstaje od worka lewa noga, sierżantowi też trzeba będzie pouzupełniać to i owo pod podeszwą.
Nie szkodzi, potem uzupełnię. Na razie zostawiłam do wyschnięcia.
Ustawienie na tym etapie wygląda tak:

Na tym etapie (na własną zgubę!) dość dokładnie kontemplowałam rysunki z Ospreya, i dopatrzyłam się, że na workach leży hełm jednego legionisty, a drugi - sierżant - ma swój garnek podwieszony do pasa... Ratunku...
Francuskie hełmy Legii Cudzoziemskiej miały ówcześnie kształt, pardon, okrągłego nocniczka z wyraźnym rantem, bez żadnych wcięć, za to były obciągnięte pokrowcami. Szwy na pokrowcach były dwa, równoległe, biegnące wzdłuż hełmu.
Oczywiście żadnych oryginalnych francuskich hełmów nie miałam, nawet nie wiem, czy jakaś firma takie coś robi. Próbowałam zatem dobierać z magazynku. Kształt dobry mają hełmy amerykańskie, ale nie mają pokrowców, a jak już są w pokrowcach (np. hełmy marines), to tracą swój szlachetny nocnikowaty kształt. I coś tam jeszcze było z tymi nieszczęsnymi szwami, co hełmy amerykańskie w moich oczach zdyskwalifikowało. Współczesne hełmy ("kevlary") mają z kolei charakterystyczne wycięcie nad czołem, nie pasują. Najbardziej odpowiadające okazały się jakieś niewymiarowe hełmy SS Dragona:

Wycięcie nad czołem też miały, ale jakby mniejsze

Dobra. Trzeba zrobić rancik.
Taśma samoprzylepna Tamiyi poszła w ruch...

Oczywiście, rancik nie jest równy. Ale, że jeden hełm ma leżeć na workach i bedzie z niego widać ok. 1/4 obwodu, drugi bedzie wisiał przy pasie i też nie za dużo będzie widać - postanowiłam, że dalej walczyć nie będę.
Na rysunku wypatrzyłam kolejne nieszczęście: tasiemki z tyłu beretów...

Znowu taśma samoprzylepna Tamiyi...
Ponieważ figurki już dość dobrze podeschły, plasteliną wypełniłam dziury pod butami.

Pierwszy etap malowania hełmów:

Jeszcze trochę piasku i śmiecia ceglanego na podstawkę...

Malowanie i cieniowanie rancików na hełmach, trójkątów i cyferek na nich...

A potem można już hełmy przyczepić na miejsce!

Zaczynamy przykurzać buty i podstawkę. Uzyłam suchego pigmentu w kolorze "ciemny pył", nałożyłam go miękkim pędzelkiem na cholewki i na grunt, resztę efektownie zdmuchnęłam na moje koty


A, byłabym zapomniała: jeszcze zaciek na beczce!

Nie pamiętam, czym go zrobiłam...

skleroza... bardzo możliwe, że brudnym rozpuszczalnikiem...
Gdzieś po drodze szmatką umoczoną w denaturacie starłam z podstawki brudne smugi po suchopędzlowaniu worków i pomalowałam tasiemki przy beretach.
I nareszcie koniec!!

DUmna i zadowolona ustawiłam legionistów na półkę, zabrałam się za sprzątanie po tej winietce, za chowanie rysunków do segregatora...
I odkryłam, że strzeliłam strasznego babola!!
Wszystko przez to, że malując chłopaków wzorowałam się na dwóch rysunkach, zamiast na jednym. Jeden przedstawiał gunnera z Czadu z roku 1978 - z tego obrazka wzięłam m.in. niebieską szarfę na ramieniu - drugi sierżanta z Libanu z roku 80 - z tego odwzorowywałam hełmy z czarnymi trójkącikami i cyfrą "2". W momencie chowania obrazków dotarło do mnie, że szarfa powinna być w tym samym kolorze, co trójkącik, czyli trzeba by ją przemalować na czarno. Albo trójkąciki na niebiesko, w środku z cyfrą "1". Szczerze mówiąc, już mi się nie chciało. Trudno. Jakem leniwiec pospolity, zostawiłam.
Uff.
Tyle odnośnie Legii Cudzoziemskiej
