Od paru dni, dzięki Mistrzowi Darkowi, który dostarczył mi figurki, dziubdziam sobie scenkę z bitwy pod Waterloo, starcie na broń białą pomiędzy francuskim kirasjerem i brytyjskim huzarem z 3 pułku KGL. Skala 54 mm. Na początek wzięłam pod pędzel huzara... i jego konika.
Pierwsza uwaga: lubię takie trochę niecodzienne maści koników, choć wiem, że gniadoszy i kasztanków po świecie galopowało najwięcej. Tym razem wymarzyłam sobie bułanka, czyli jasnożółta, niemal piaskowa sierść z szarawym odcieniem, czarna grzywa i ogon.
Druga uwaga: maluję to wszystko akrylami, paleta Citadel Colours + trochę Pactra + trochę Vallejo. Do "rozmaślania" farb używam retardera, który pozwala uzyskać niemal olejny efekt.
No to zaczynamy.
Etap I. Podkład i kolor podstawowy. Pod jasną sierść daję biały podkład, z rozrzedzonej nieco matowej białej Pactry. Kolorem bazowym była w tym wypadku dość ciemna mieszanka brązów o lekko czerwonawym odcieniu. Mieszanka tak ciemna dlatego, że zamierzam z niej schodzić do koloru docelowego bez nakładania ciemniejszych cieni w zagłębieniach.
Grzywę i ogon póki co zostawiłam w spokoku.

Etap II. Rozjaśnianie.
Rozjaśniając duże powierzchnie biorę szeroki pędzel o dość długim włosiu (taki jak dzieci w szkole używają) i techniką suchego pędzla schodzę z kolorami stopniowo aż do najjaśniejszego. Moja technika polega na tym, że pędzel cały czas jest wilgotny (jeśli podsycha, moczę go delikatnie w wodzie - chodzi o to, żeby farba się ślizgała, nie grudkowała). Nie myję też pędzla "pomiędzy" kolorami, no i celem wygładzenia powierzchni koniuszki włosia maczam co jakiś czas w retarderze. Pędzluję dość szybkimi, szerokimi machnięciami, raczej starając się muskać powierzchnię, niż przyciskać pędzel. Ostatnie odcienie, te na najbardziej wystających punktach, nakładam już dosłownie koniuszkami włosków, niemal zupełnie czystym i suchym pędzlem, z minimalną ilością farby. Do mojego bułanka używałam po kolei Bestial Brown, Snakebite Leather, Vomit Brown, Kommando Khaki, Bleached Bone, Skull White.


Zdjęcie pierwsze przedstawia etap tuż po Kommando Khaki, drugie - po Skull White.
Etap III. Grzywa, ogon, nogi.
Grzywa i ogon bułanków są czarne, więc voila. Pomalowałam na czarno, zapuściłam dodatkowo czarnego washa (rozrzedzony Black Ink), po wyschnięciu ścieniowałam ostrożnie bardzo ciemnym szarym (Pactra), koniuszki musnęłam nieco jaśniejszym, ale nadal ciemnym szarym. Odcieni nie podam, wymieszałam sobie na oko.
Dolne części pęcin (mniej więcej do połowy odległości między kostką a kolanem) zwyczajnie pomalowałam na czarno, wyżej delikatnie cieniowałam na czarno suchym pędzlem. Potem, znowu suchym pędzlem, bardzo ostrożnie ścieniowałam nogi ciemnym szarym (odcień mniej więcej podobny do Panzer Grau).
No i chrapy. Przyznam się, tak po babsku, że uwielbiam aksamitne końskie chrapy. Skóra na pysku jest w tym miejscu ciemnoszara, lekko kosmata, ale właśnie aksamitnie gładka, z cieniem połysku. U koni jasnej maści przebija różowawy kolor skóry. Tu zaczęłam suchopędzlowanie od bardzo ciemnego szarego, potem przez kolejne odcienie szarości, znowu nie myjąc pędzla między kolorami, schodziłam aż do odcienia, mniej więcej, Codex Grey. Ostatnie przetarcia zrobiłam ciemnoróżowym odcieniem Tanned Flesh. W nozdrza wpuściłam po kropelce rozrzedzonego Red Ink.

Etap IV. Białe oznaki.
Niektóre bułanki miewają białe skarpetki i oznaki na czołach, inne nie. Mój, postanowiłam, będzie miał króciutkie skarpety. Zaczęłam od nałożenia suchym pędzlem Fortress Grey, potem do kolejnych rozjaśnień dodawałam coraz więcej bieli. Ostatnie muśnięcia oczywiście białe.
Gdzieś po drodze zaczęłam też walczyć z siodłem, przymierzyłam też jeźdźca.

Etap VI. Pysk.
Kolejne różowe rozjaśnienia suchym pędzlem na chrapach, tym razem mieszanką Tanned Flesh, Tentacle Pink i odrobiny bieli. Zabrałam się też za powieki. Przestrzeń wokół oka delikatnie pomalowałam mocno rozcieńczonym Black Ink (taką szarawą wodą) z dodatkiem kropli płynu do naczyń (zmniejsza napięcie powierzchniowe, powoduje, ze farba nie zostawia "obrzeży"). Operację Szara Woda powtarzałam kilka razy, aż przestrzeń wokół oka wyraźnie ściemniała.

Jeszcze wczoraj konik wyglądał tak, jak na poniższym zdjęciu. Dziś rano zaczęłam mu malować oczy, kopytka i wnętrze pyska, ale zdjęcia tego etapu wstawię po weekendzie.

Również w przyszłym tygodniu mam nadzieję dokończyć malowanie bułanka.
I uwaga końcowa: koń francuskiego kirasjera będzie najprawdopodobniej gniady.