Zmajstrowałam ostatnio taką sobie winietkę. Zaczęło się od zdjęcia polskiego huzara, które znalazłam gdzieś w necie. Huzar trzymał na palcu jakieś małe ptaszę. Pomyślałam: istny święty Franciszek!
Potem zaczęłam kombinować, jak by huzara zrobić "bardziej świętofranciszkowego". Postanowiłam pójść tropem "święty i bracia mniejsi", pomijając całą bogatą duchowość Biedaczyny z Asyżu. Po pierwsze: huzar musi mieć konia. Wyciągnęłam z magazynku jakiegoś końskiego trupka, na moje oko M-Modelowskiego. Ktoś go kiedyś zaczął konwertować, więc głowa była już odcięta. Przekręciłam tę głowę bardziej, aby konik opierał pysk na ramieniu swego pana. Huzarowi odcięłam obie dłonie, prawą ułożyłam tak, aby opierał ją o krowi łeb. Na palcu lewej usadowiłam ptaszę, które niestety musiałam sama ulepić. Pies to jakiś gumiś, kura, kurczęta i kogut z zestawu Tamiyi, kruk i łasiczka z Reapera. Małe ptaszki i motylka dorobiłam.


A potem zabrałam się za robienie zdjęć... wyszły jak zwykle paskudnie, więc poprosiłam o pomoc kolegę. Po drodze sama trochę je poobrabiałam w czymś o nazwie HP Photosmart Premier. Kolega wyciągnął z nich jeszcze, ile się dało.
Aha, skala całości 54 mm.