Kolejna huzarska scenka, którą ostatnio zmajstrowałam. Lubię huzarów, nic na to nie poradzę.
Tym razem Polak z 10. pułku, stary wiarus, gdzieś daleko od domu, w n-tym roku wojny. W wypłowiałym, wyszarzałym mundurze, na zmarnowanym i równie wyszarzałym koniu, pod szarym niebem, na szarej drodze. Taki bluesowy smuteczek w deszczu.
Skala 54 mm. Huzar i koń z M-Modelu, niemal bez przeróbek, tylko zamek karabinu owinęłam natłuszczoną szmatką (w końcu trzeba chronić przed deszczem, nie?). Kapliczka Adalbertus, podstawka z dużego płaskiego kamienia.
Zdjęcia odrobinę wygładzone komputerowo.
Specjalne podziękowania dla Staszka za pomoc merytoryczną i wszelkie inne wsparcie









