|
Dwaj panowie Gersdorfowie
A
oto kolejne pokłosie Projektu Grunwald,
w skali 54 mm jednakowoż. Czytając swego czasu z wypiekami na twarzy Wielką Wojnę z Zakonem Krzyżackim prof.
St. Kuczyńskiego trafiłam otóż w indeksie osób na dwie osoby noszące nazwisko
Gersdorf. Pierwszy z nich to Krzysztof G., możny pan z otoczenia Zygmunta
Luksemburczyka, z powodzeniem wypełniający na jego rzecz różne mniej i bardziej
delikatne misje dyplomatyczne, zaś w bitwie grunwaldzkiej – dzielny i honorowy
dowódca krzyżackiej chorągwi św. Jerzego. Chorągiew ta skupiała zagranicznych
gości Zakonu, rycerzy angielskich, francuskich, luksemburskich, węgierskich.
Długosz tak o nim pisze: „Król zaś polski i jego wojska odnieśli późne i z trudem zdobyte,
ale pełne i zdecydowane zwycięstwo nad mistrzem i Zakonem Krzyżackim. Wtedy też
rycerz Jerzy Gersdorff, który niósł w wojsku krzyżackim chorągiew św. Jerzego a
który wolał z honorem dostać się do niewoli, niż haniebnie uciekać, z 40
towarzyszami broni zabiegając drogę rycerzowi polskiemu herbu Dryja,
Przedpełkowi Kropidłowskiemu, padłszy na kolana dostał się do niewoli, jak
rycerz, tak jak sobie tego życzył, po oddaniu również chorągwi”. Nazwanie Krzysztofa Gersdorfa
Jerzym jest oczywistą pomyłką naszego dziejopisa, wynikajacą być może stąd, że
Gersdorf dowodził chorągwią sw. Jerzego właśnie.
Krzysztof
występuje w źródłach raz jako dowódca tej chorągwi, raz jako jej chorąży.
Bardziej prawdopodobne jest to pierwsze, ale ja zdecydowałam dać mu do ręki
sztandar św. Jerzego.
Drugim
walczącym pod Grunwaldem Gersdorfem jest Kaspar, być może zniemczony Ślazak,
dowódca zaciężnego oddziału krzyżackiego. Nie wiadomo niestety, do której z
krzyżackich chorągwi jego oddział dołączono. Z zakonnych soldbuchów wiadomo
tylko, że przeżył on bitwę; 20 lipca Krzyżacy wypłacili jakieś pieniądze
(zaległy żołd?) jego oddziałowi, liczącemu wówczas 157 kopii i 5 strzelców.
Nie
wiadomo, by Kaspar i Krzysztof byli w jakikolwiek sposób spokrewnieni. Nie
wiadomo też, czy osobiście się spotkali. Ale, jak sądzę, niemożliwe to nie
było.
Na kaftanie
Kaspra G. trenowałam malowanie takich troszkę ozdobniejszych wzorów, natomiast
cała dioramka grzeszy – jak zwykle u mnie, niestety – byle jak wykończonym
podłożem.
| {moszoomthumb imgid=260 style_m=4} |
{moszoomthumb imgid=261 style_m=4} |
{moszoomthumb imgid=262 style_m=4} |
|
| |
|
|
|
| {moszoomthumb imgid=263 style_m=4} |
{moszoomthumb imgid=264 style_m=4} |
{moszoomthumb imgid=265 style_m=4} |
|
Katarzyna Manikowska
„Viltianus”
grudzień 2004 – lipiec
2005
Literatura:
|