Home icon Home»Artykuły i recenzje»Galerie z artykułem»Nowa Galeria - Ojciec i syn, czyli dwaj Henrykowie
Nowa Galeria - Ojciec i syn, czyli dwaj Henrykowie PDF Print E-mail
Written by Katarzyna Manikowska   
Wednesday, 25 July 2007 19:53

Bardzo lubię i szanuję Henryka Brodatego.

Był dobrym, porządnym człowiekiem. Dobrym, mądrym księciem. Prawdziwym gospodarzem. Był normalny, żaden cudak, dziwak czy inny tyran. Tak sobie myślę, że innym musiało być z nim dobrze. Mógł być dobrym kompanem, mądrym przyjacielem, kimś, z kim chce się przebywać, z kim chce się gadać.

Jak musiał, brał za miecz i szedł na wojnę, ale prawdę mówiąc wojowanie wychodziło mu średnio. Przede wszystkim w ogóle go to nie pasjonowało. Nie lubił rozcinać węzłów gordyjskich mieczem. I był uczciwy, był chrześcijaninem, który Boże przykazania traktował poważnie. Nie rwał się do bójek, nie prowokował wojen.

Książę Henryk najbardziej chyba lubił normalne, zwykłe, codzienne życie. Zakładał wsie, lokował miasta, sprowadzał osadników, dbał o swoje księstwo. Za jego czasów Śląsk z zapomnianej, peryferyjnej, dzikimi puszczami porośniętej krainy zmienił się w bogatą, przodującą w rozwoju dzielnicę Polski. Ta przemiana to też efekt kilkudziesięciu lat Henrykowego panowania, efekt żmudnej, niewidocznej, codziennej pracy księcia. Bo Henryk miał pomysł na Śląsk, był jednym z tych władców, którym zależy nie tylko na swoich bieżących przyjemnościach i zwycięstewkach, ale przede wszystkim na rozwoju powierzonego im księstwa. Rozumiał, ile zależy od mądrego gospodarowania, ile można zyskać ? w dalekiej perspektywie, dla wnuków, nie dla siebie ? rezygnując z doraźnych korzyści. Dlatego całe jego pracowite, długie panowanie upłynęło na takich ?gospodarskich? czynnościach, po których nawet dokumentów zachowało się niewiele. Zresztą Henryk znany był ze swoistej niechęci do papierów, ile mógł, tyle załatwiał ustnie. Nadawał w ten sposób przywileje, wolnizny, zakładał wsie i miasta.

I bardzo dobrze wychował syna, Henryka Pobożnego. Ponoć nigdy się nie pokłócili, ponoć autentycznie się kochali. Dobra, porządna rodzina. Junior od początku przygotowywany był do objęcia schedy po ojcu, przy jego boku kształcił się w ?byciu księciem?. Osiągnąwszy dorosłość dopuszczony został do współudziału w rządach, jeszcze później sam podejmował niektóre decyzje. Jego wizja przyszłości Śląska w dużej mierze pokrywała się z ojcowską. Może dlatego się nie kłócili, nie było między nimi ?konfliktu pokoleń?. Myślę, że wielką rolę odegrała tu matka Juniora, a żona Henryka Brodatego, święta Jadwiga. Ona też akceptowała decyzje męża i w pełni go wspierała, nie wahała się, gdy było trzeba, rzucać na szalę całego swojego autorytetu, by małżonkowi w czymś tam pomóc. Dobrze im musiało być razem, musieli się kochać i szanować. Przezyli w małżeństwie kilkadziesiąt lat, mieli sporą gromadkę dzieci.

Henryk Pobożny dość długo czekał na objęcie tronu po ojcu, miał już koło czterdziestki, gdy Brodaty umarł. Mimo to nie niecierpliwił się, nie próbował w żaden sposób przyspieszyć biegu zdarzeń. Na tle ówczesnych zażartych i krwawych nieraz kłótni w książęcych i królewskich rodach, stosunki w rodzinie Henryków wyglądają doprawdy sielankowo. Pełna zgoda, współpraca, zrozumienie.

W maju 2007 r. spędziłam kilka dni na Dolnym Śląsku, jak zwykle trochę włócząc się w okolicach Oławy i Jelcza, trochę podróżując autobusami i pociagami. Zabrałam ze sobą do czytania biografię Henryka Brodatego pióra prof. Benedykta Zientary. A ponieważ genius loci zawsze bardzo silnie na mnie działa, więc niewiele było trzeba, by to, co czytałam, dało impuls do zmajstrowania dioramki o obydwu Henrykach. Zachciało mi się pokazać moment, kiedy Henryk Brodaty wyjeżdża z domu, aby - na przykład - założyć kolejną wieś, a może wpaść z wizytą do nowego miasta, a może zaproszono go na chrzciny do sołtysa... kto to wie. Parę dni go w domu nie będzie, to pewne. Już z domu wyjechał, syn kawałek go odprowadza, rozmawiają, i jeszcze ostatnie przypomnienie dla Henryka Pobożnego: pamiętaj, charcica będzie się szczenić, żeby ciepło miała. A siwek okulał, oszczędzaj go. I nie zapomnij kupić nowych butów zaciężnym piechurom. Takie normalne codzienne polecenia. Jak w każdej dobrej rodzinie.


Henryk P. był oryginalnie figurką cesarza Fryderyka Barbarossy z, bodajże, Soldiers SGF. Zmieniłam mu trochę układ rąk ? w tej chwili jedną ręką Junior gładzi po pysku ojcowskiego konika, w drugiej podaje zwierzakowi jabłko. Wymieniłam też głowę, na młodziej wyglądajacą.

Obu panom odebrałam też hełmy - w końcu po swoim własnym księstwie nie trzeba jeździć w pełnym rynsztunku.

Drzewo ulepiłam z glinki modelarskiej, liście i część zarośli pochodzą z firmy Polak, gęś z zestawu Tamiyi, reszta już sama nie wiem, z czego. Malowane wszystko akrylami.

Skala 54 mm oczywiscie.

Henryk Brodaty Henryk Brodaty Henryk Brodaty
     
Henryk Brodaty Henryk Brodaty Henryk Brodaty

Henryk B. to skonwertowany leciutko Krzyżak z M-Modelu, w którym urzekła mnie gruba, ciężka, zwykła kobyła. Sama figurka jest średniej urody, dość toporna, za to ten koń? ślicznota. Stworzenie, na którym można, człapiąc krok za krokiem, dojechać wygodnie na koniec świata. Do wyścigów czy do walki toto się raczej nie nadaje, ale do niespiesznego wędrowania po okolicy ? jak najbardziej. Odkąd tę kobyłkę zobaczyłam, nie wyobrażałam sobie, żeby pomalować ją inaczej niż w duże białe łaty. Co i wykonałam. Człowiekowi zamieniłam głowę ? oryginalna miała ostre, agresywne rysy, zupełnie niepasujące do Henrykowej łagodności. Z Green Stuffa ulepiłam bujną brodę i włosy ? Brodaty nie był łysy, nosił odpowiednio przystrzyganą mniszą tonsurę. Na tarczy odrysowałam osobisty znak Brodatego, krzyż na półksiężycu. Znak ten znany jest z pieszej pieczęci księcia.



Katarzyna Manikowska ?Viltianus?
maj-lipiec 2007 r.


O Autorce: 

 

Katarzyna Manikowska "Viltianus?


Rocznik 1968. Z wykształcenia prawnik, zawodu urzędnik samorządowy. Stara panna z kotami i
psami. Bakcyla modelarskiego połknęłam około piątego roku życia,  i wciąż się on ładnie
rozwija. Zainteresowania ? historia, głównie średniowiecza ale nie tylko, w jej figurkowym
aspekcie. Oprócz malowania uwielbiam włóczyć się na rowerze po Kaszubach i
Żuławach, oraz piechotą po reszcie świata   

Copyright ?2006-2010 by Katarzyna Manikowska. Obrazy użyte w artykule także należą
do autora, chyba że jest powiedziane inaczej. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Copyright ?2006-2010 by Katarzyna Manikowska. Images also by copyright holder
unless otherwise noted. All rights reserved.

 

Last Updated on Friday, 09 October 2009 11:23